Fryzura Borisa Johnsona: Sekrety Kultowego Nieładu i Jej Znaczenie

Ta blond czupryna, która wstrząsnęła światem polityki. O co chodzi z fryzurą Borisa Johnsona?

Pamiętam jak dziś, kiedy pierwszy raz zobaczyłem go na ekranie telewizora. To było lata temu, jeszcze zanim został premierem. Nie mam pojęcia, o czym mówił, chyba coś o Unii Europejskiej, ale zupełnie nie to przykuło moją uwagę. Patrzyłem tylko na jego włosy. Wyglądały, jakby stoczył walkę z wiatrakiem i sromotnie przegrał. Platynowy blond, sterczący w każdą możliwą stronę, totalny chaos. Było w tym coś… fascynującego i jednocześnie irytującego. Jak, na litość boską, można z taką czupryną zarządzać Londynem, a później całym krajem?

A potem, po chwili konsternacji, dotarło do mnie, że w tym szaleństwie musi być jakaś metoda. To nie mógł być przypadek. Ta charakterystyczna fryzura Borisa Johnsona to nie jest wynik zaspania. To komunikat, starannie zaplanowana część jego wizerunku, która krzyczy: “Jestem inny niż reszta tych sztywniaków w garniturach”. I, co najgorsze, to cholernie dobrze działa.

Próbowałem to zrobić sam w domu. Mój własny tutorial jak zrobić fryzurę Borisa Johnsona

Dobra, przyznaję się. Z czystej, zawodowej ciekawości postanowiłem spróbować odtworzyć ten look na własnej głowie. Moje włosy nie są tak jasne, ale mam to szczęście, że są dość gęste i lubią żyć własnym życiem. Pomyślałem, że to nie może być aż takie trudne. Poszedłem nawet do fryzjera i nieśmiało poprosiłem o cięcie inspirowane BoJo. Patrzył na mnie dziwnie, ale zrobił co trzeba – dłuższa góra, boki i tył przycięte nożyczkami, żadnych maszynek. Już wtedy czułem się trochę jak buntownik.

Potem zaczęła się prawdziwa zabawa. W ruch poszły specjalne produkty do stylizacji fryzury Borisa Johnsona. Pierwszy na liście był spray solny, który miał nadać włosom tekstury. Popsikałem obficie na jeszcze wilgotne włosy i od razu poczułem się, jakbym wrócił z plaży w Sopocie. Fajne uczucie, chociaż włosy zrobiły się trochę szorstkie. Następnie suszarka i palce. Zero szczotki, zero grzebienia. Tarmoszenie, czochranie, próba uzyskania tego słynnego “kontrolowanego chaosu”. Powiem wam szczerze, kontroli było w tym niewiele, za to chaosu aż nadto. To jest kluczowa część, jeśli szukasz odpowiedzi na pytanie jak zrobić fryzurę Borisa Johnsona – musisz porzucić wszelkie hamulce.

Kiedy włosy były już suche i sterczące, sięgnąłem po puder teksturyzujący u nasady, żeby dodać im objętości. Na koniec odrobina matowej pasty, żeby to wszystko jakoś… no wiesz, trzymało się kupy. Efekt? Wyglądałem bardziej jak ktoś, kto zaspał i w panice wybiegł z domu, a mniej jak charyzmatyczny lider. Ale jedno muszę przyznać – objętość była imponująca! To dowodzi, że inspiracje fryzurą Borisa Johnsona męskie mogą prowadzić w dziwne, ale ciekawe rejony. To doświadczenie pokazało mi, że to nie jest fryzura dla każdego. Trzeba mieć do niej odpowiednią twarz i, co ważniejsze, odpowiednią osobowość. To trochę jak z męskimi fryzurami z lat 70., które wracają do łask – liczy się luz i naturalność, nawet jeśli jest starannie wypracowana.

Naturalny bałagan czy genialny chwyt marketingowy?

To pytanie nie daje mi spokoju. Czy fryzura Borisa Johnsona jest naturalna? Przekopałem internet w poszukiwaniu jego zdjęć z młodości. Fotki z Eton, z Oxfordu. I tak, już wtedy miał jasną, bujną czuprynę. Zawsze miał skłonność do nieładu. Ale z wiekiem ten jego styl stał się bardziej wyrazisty, wręcz karykaturalny. Jakby ktoś wziął jego naturalne predyspozycje i podkręcił je na maksa.

I to właśnie sprawia, że czuję się trochę zmanipulowany. Z jednej strony widzisz gościa, który wygląda na wyluzowanego, trochę ekscentrycznego, takiego “swojego chłopa”. To ociepla jego wizerunek, sprawia, że wydaje się bardziej ludzki. Z drugiej strony, mam niemal pewność, że za tym wizerunkiem stoją spece od PR, którzy doskonale wiedzą, że to działa. Że fryzura Borisa Johnsona jest tak samo ważnym elementem jego strategii, jak hasła wyborcze. To jest po prostu genialne w swojej prostocie. Przeglądając różne zdjęcia fryzury Borisa Johnsona z bliska, widać, że włosy są zadbane, czyste, tylko celowo potargane. To nie jest zaniedbanie.

Jego włosy stały się memem, symbolem brytyjskiej duszy, która jest mieszanką arystokratycznej tradycji i punkowego buntu. Stały się politycznym narzędziem, które potrafi skutecznie odwrócić uwagę od niewygodnych pytań na konferencji prasowej. Kto by tam wnikał w szczegóły umowy handlowej, kiedy można po raz setny skomentować ten fascynujący bałagan na głowie? Eksperci, których można posłuchać na BBC, często analizują takie przypadki. To cała nauka o tym, jak wygląd wpływa na postrzeganie liderów. Historia fryzury Borisa Johnsona to gotowy materiał na pracę naukową z zakresu marketingu politycznego. Zresztą, to zjawisko nie jest nowe, modne fryzury gwiazd od dekad kształtują kulturę i opinie publiczną.

Czy każdy z nas może nosić taką fryzurę? I czy powinien?

Po moim małym domowym eksperymencie, moja odpowiedź brzmi: raczej nie.

Fryzura Borisa Johnsona, choć ikoniczna, jest niesamowicie wymagająca. Przede wszystkim, potrzeba do niej gęstych, najlepiej naturalnie jasnych włosów, które mają tendencję do lekkiego falowania. Na moich prostych i ciemnych włosach efekt był po prostu komiczny. Ten charakterystyczny blond odcień jakoś to wszystko rozjaśnia i sprawia, że chaos wygląda na celowy, artystyczny. Ciemne, rozczochrane włosy wyglądają po prostu na brudne i niechlujne.

Poza tym jest kwestia osobowości. Trzeba mieć w sobie pewną dozę nonszalancji, a może nawet arogancji, żeby dobrze w tym wyglądać. To nie jest fryzura dla grzecznego chłopca z korporacji, który musi wyglądać nienagannie na spotkaniach z zarządem. Chyba, że pracuje w agencji reklamowej. Oczywiście, można się tylko inspirować i stworzyć własną, lżejszą wersję. Taka fryzura messy hair męska jak Boris Johnson, ale w wersji “light” – nieco krótsza, bardziej zdyscyplinowana, może sprawdzić się w codziennych sytuacjach. To już może przejść w bardziej formalnych miejscach pracy. Chociaż ja bym chyba nie zaryzykował na rozmowie o pracę w banku. Dla tych, którzy szukają bezpieczniejszych, ale wciąż modnych fryzur męskich, istnieje cała masa innych, mniej kontrowersyjnych opcji.

Więcej niż włosy: Co tak naprawdę mówi nam fryzura Borisa Johnsona?

Koniec końców, cała ta dyskusja o włosach jednego polityka może wydawać się trywialna i absurdalna. Ale ja myślę, że tu nie chodzi tylko o włosy. Mówimy o autentyczności, a raczej o jej starannie skonstruowanej iluzji w dzisiejszym świecie. Mówimy o tym, jak bardzo pragniemy liderów, którzy wydają się “prawdziwi”, i jak łatwo dajemy się zwieść pozorom, które mają tę prawdziwość udawać.

Jego fryzura to polityczny manifest. To świadomy akt buntu przeciwko ugładzonemu, idealnemu wizerunkowi polityka z teflonu, do którego przywykliśmy. I niezależnie od tego, czy go lubimy i popieramy jego politykę, czy wręcz przeciwnie, trzeba przyznać, że ten manifest zadziałał. Wyborcy to kupili. Ta niedoskonałość uczyniła go w ich oczach bardziej wiarygodnym.

Może właśnie dlatego ten temat tak nas wszystkich fascynuje. Bo w każdym z nas jest gdzieś głęboko ukryta chęć, żeby czasem przestać się tak bardzo starać, przestać polerować swój wizerunek do granic możliwości. Żeby po prostu potargać włosy i być sobą, nawet jeśli oznacza to bycie trochę nieidealnym. A Boris Johnson pokazał, że można. Że nawet z chaosem na głowie da się zajść na sam szczyt. Jego fryzura Borisa Johnsona to taka cicha obietnica, że autentyczność (nawet ta udawana) jest w cenie. To pokazuje, jak bardzo zmieniają się trendy, podobnie jak widać to w przypadku ewolucji fryzur u celebrytów. Coś, co kiedyś było nie do pomyślenia, staje się ikoną. A może to po prostu kolejny etap w ewolucji męskiego stylu, gdzie nawet długie włosy przestały już szokować w świecie biznesu i polityki.