Xbox One S Premiera: Kompletna Analiza Debutu Konsoli

Pamiętacie tę ekscytację? Moje wspomnienia z debiutu Xbox One S

Pamiętam to jak dziś. Mój oryginalny Xbox One, kupiony niedługo po premierze, stał pod telewizorem i wyglądał jak… no cóż, jak magnetowid z lat dziewięćdziesiątych. Był ogromny, głośny, a ta zewnętrzna cegła zasilacza była po prostu koszmarem przy każdej próbie uporządkowania kabli. Kochałem go za gry, ale nienawidziłem za design. I wtedy, w połowie 2016 roku, zaczęły krążyć plotki. Szepty o mniejszej, bielszej i lepszej konsoli. Czekałem na to z niecierpliwością, bo czułem, że Microsoft musi coś zrobić. Musi odpowiedzieć na krytykę i pokazać, że wciąż liczy się w grze. Ta cała otoczka sprawiła, że Xbox One S premiera była dla mnie i dla wielu graczy na całym świecie czymś więcej niż tylko wydaniem nowego sprzętu. To była nadzieja na nowy początek.

Odpowiedź na trudne początki

Żeby w pełni zrozumieć, dlaczego Xbox One S premiera była tak ważna, trzeba cofnąć się do 2013 roku. Debiut oryginalnego Xbox One był, delikatnie mówiąc, wyboisty. Skupienie na funkcjach telewizyjnych, wymóg stałego podłączenia do internetu i kontrowersje wokół Kinecta skutecznie odstraszyły wielu graczy, którzy masowo ruszyli w stronę konkurencji. Microsoft spędził kolejne lata na gaszeniu pożarów, wycofując się z najbardziej kontrowersyjnych decyzji. Ale wizerunek “konsoli do oglądania TV” pozostał. Rynek potrzebował dowodu, że firma z Redmond znów stawia graczy na pierwszym miejscu.

I wtedy nadeszły targi E3 2016. Siedziałem przed monitorem, oglądając konferencję Microsoftu. Atmosfera była napięta. I nagle pokazali ją. Smukłą, białą, o 40% mniejszą konsolę bez zewnętrznego zasilacza. To było to. W tamtym momencie Xbox One S premiera stała się faktem. To nie był tylko lifting. To było publiczne przyznanie się do błędów i pokazanie nowej, lepszej drogi. To było dokładnie to, na co czekała cała społeczność.

Co tak naprawdę siedziało w tym białym pudełku?

Okej, wygląd to jedno, ale co z bebechami? Specyfikacja techniczna w dniu premiery była przedmiotem gorących dyskusji. Od razu powiem – nie była to rewolucja w mocy obliczeniowej. Procesor i układ graficzny dostały tylko niewielkiego “kopa”, głównie po to, by udźwignąć nową, kluczową technologię – HDR. I to właśnie HDR w grach było czymś, co naprawdę robiło różnicę. Pamiętam, jak odpaliłem Gears of War 4 i zobaczyłem te głębokie czernie i żywe, nasycone kolory. Różnica w porównaniu ze standardowym obrazem była kolosalna. Ale prawdziwym asem w rękawie, który sprawił, że Xbox One S premiera przyciągnęła nie tylko graczy, był wbudowany odtwarzacz 4K Ultra HD Blu-ray.

W 2016 roku dedykowane odtwarzacze 4K kosztowały fortunę. A tu nagle Microsoft oferuje konsolę do gier, która jest jednocześnie jednym z najtańszych sposobów na oglądanie filmów w najwyższej jakości. To był genialny ruch. Wielu moich znajomych, którzy nie byli zapalonymi graczami, rozważało zakup właśnie z tego powodu. Xbox One S premiera była więc wydarzeniem nie tylko dla gamingowego świata, ale też dla fanów kina domowego. W porównaniu z oryginalnym modelem, nowa konsola była cichsza, bardziej energooszczędna i po prostu ładniejsza. Brak dedykowanego portu dla Kinecta był też symbolicznym końcem pewnej ery, co wielu przyjęło z ulgą. A więc to był cały pakiet, nie tylko pojedyncza funkcja.

Czekając na białe pudełko w Polsce

Globalna Xbox One S premiera odbyła się na początku sierpnia 2016 roku, ale jak to często bywa, na nasz piękny kraj nad Wisłą musieliśmy poczekać trochę dłużej. Oficjalna Xbox One S data premiery w Polsce została wyznaczona na 22 września. Pamiętam to nerwowe odliczanie dni i codzienne sprawdzanie ofert w sklepach internetowych. Gdzie kupić Xbox One S po premierze, żeby nie przepłacić? Jaka będzie ostateczna Xbox One S cena na premierę? Te pytania zaprzątały głowy tysięcy graczy.

Microsoft całkiem mądrze podszedł do cen. Startowy model z dyskiem 500GB w Polsce kosztował w okolicach 1300 zł, co było naprawdę atrakcyjną ofertą, biorąc pod uwagę odtwarzacz 4K. Były też dostępne wersje 1TB i limitowana, startowa edycja 2TB, która rozeszła się na pniu. Bardzo popularne stały się zestawy z grami, takimi jak FIFA czy Battlefield. Wiele osób, które wstrzymywały się z zakupem konsoli ósmej generacji, właśnie wtedy podjęło decyzję. Xbox One S premiera skutecznie ożywiła sprzedaż i pokazała, że dobrze wyceniony produkt może zdziałać cuda.

Pierwsze opinie i wrażenia prosto z frontu

Gdy konsola w końcu trafiła do pierwszych użytkowników i recenzentów, internet zalała fala opinii. Przeglądałem wtedy dziesiątki portali i forów, a Xbox One S recenzje z dnia premiery były w przeważającej większości bardzo pozytywne. Chwalono praktycznie wszystko – od designu, przez kulturę pracy, po fantastyczne możliwości multimedialne. Moje Xbox One S pierwsze wrażenia po premierze były identyczne. Wyjęcie konsoli z pudełka i postawienie jej obok starego modelu to była czysta satysfakcja. Koniec z wielką czarną skrzynią i potykaniem się o zasilacz.

Oczywiście nie obyło się bez pewnej krytyki. Najczęściej podnoszonym argumentem było to, że konsola nie oferuje natywnego grania w 4K. Obraz był jedynie skalowany do tej rozdzielczości, co dla niektórych było rozczarowaniem. Prawda jest jednak taka, że nikt przy zdrowych zmysłach nie oczekiwał pełnego 4K w tej cenie. To miało nadejść dopiero z potężniejszym Xbox One X. Mimo to, Xbox One S premiera została odebrana jako wielki sukces. Społeczność doceniła, że Microsoft słucha głosu graczy i dostarcza produkt, który jest po prostu dobrze przemyślany i świetnie wykonany. To było coś, czego marce Xbox było bardzo potrzeba.

Dziedzictwo białego rycerza

Patrząc z perspektywy czasu, Xbox One S premiera była punktem zwrotnym dla Microsoftu w tamtej generacji konsol. To nie był tylko produkt, to był manifest. Konsola ta nie tylko uratowała wizerunek marki, ale także doskonale wypełniła lukę, przygotowując rynek na nadejście prawdziwej bestii, czyli Xbox One X. Ustanowiła standardy, jeśli chodzi o design i funkcje multimedialne, zmuszając konkurencję do działania.

Dla mnie osobiście był to sprzęt, który na nowo rozbudził moją sympatię do zielonego obozu. Pokazał, że firma potrafi uczyć się na błędach i dostarczać produkty, które są nie tylko potężne, ale i eleganckie oraz praktyczne. Sukces, jaki odniosła Xbox One S premiera, dowiódł, że odświeżenie oferty w połowie cyklu życia konsoli to strategiczny strzał w dziesiątkę. Do dziś uważam, że to jedna z najładniejszych konsol, jakie kiedykolwiek powstały, a jej wpływ na rynek jest nie do przecenienia. To dzięki niej Microsoft wrócił do gry, a my, gracze, dostaliśmy lepszy i bardziej konkurencyjny rynek. I za to należą się brawa. Chociaż Microsoft nie zawsze podejmował dobre decyzje, to Xbox One S premiera była jedną z najlepszych.